Kanał RSS
Strony partnerskie:
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Xenna Moja Miłość
Sponsorzy
Patroni medialni
Szukaj w serwisie:
O autorze Aktualności No future book E-book Varia Zamówienie Kontakt
Wtorek, 9 lutego, 2010
Spór o elektroniczny egzemplarz obowiązkowy
Łukasz Gołębiewski
Poniżej przedrukowuję mój artykuł z numeru 3/2010 „Biblioteki Analiz”, poświęcony dyskusji na temat elektronicznego egzemplarza obowiązkowego. Osobne oświadczenie wydała w tej sprawie Sekcja Publikacji Elektronicznych Polskiej Izby Książki.

W połowie stycznia światowe media zelektryzowała wiadomość: „Znany jako Labba izraelski haker twierdzi, że złamał zabezpieczenie DRM produkowanego przez Amazon czytnika Kindle. Kontent z e-booków pochodzących z czytnika może być przenoszony do pliku PDF i dostępny dla każdego”.
Fachowcy od zabezpieczeń plików (DRM) są w jednym zgodni – nie ma takiego kodu, którego społeczność hakerów nie potrafiłaby złamać. A przed łamaniem zabezpieczeń nie odstraszają coraz ostrzejsze sankcje prawne (polecam dostępny w Internecie tekst Erica S. Raymonda „Jak zostać hakerem”, w którym motywy działania przeciwników DRM zostały bardzo jasno określone). Jednocześnie z naturalnych powodów właściciele copyrightu, dysponenci treści, a do nich należą zarówno twórcy jak i m.in. wydawcy książek, nie mogą się zgodzić na udostępnienie treści bez zabezpieczeń, o ile nie zostanie wprowadzony taki model biznesowy, który zapewniałby przyszłe wpływy od plików pozbawionych ograniczeń DRM. Jednym z takich rozwiązań może być abonament na kulturę, wzorowany na abonamencie za korzystanie z telewizji kablowej lub telefonii komórkowej. Póki co czeka nas jednak zapewne jeszcze kilka lat kultury cyfrowej zdominowanej przez DRM (do tematu zabezpieczeń postaram się wrócić w jednym z najbliższych wydań Biblioteki Analiz).
Drażliwy temat zabezpieczeń dotyczy nie tylko umów z dystrybutorami treści cyfrowych (jak eClicto, Virtualo czy Nexto), ale także negocjacji pomiędzy Polską Izbą Książki a środowiskiem bibliotekarskim w sprawie elektronicznego egzemplarza obowiązkowego. Wydaje się, że Piotr Marciszuk, prezes PIK, który dotąd referował te rozmowy, niepotrzebnie uległ magii pozornych oszczędności na zastąpieniu egzemplarza fizycznego, egzemplarzem elektronicznym.
W styczniu o wyrażenie opinii w tej sprawie poprosiliśmy użytkowników serwisu Rynek-Ksiazki.pl. Otrzymaliśmy 234 odpowiedzi na tak sformułowane pytanie: „Organizacje branżowe środowiska książki negocjują możliwość zmniejszenia liczby egzemplarzy obowiązkowych i częściowe zastąpienie ich egzemplarzem elektronicznym. Czy akceptujecie Państwo koncepcję egzemplarza elektronicznego?”. Ponad 60 proc. uczestników sondy odpowiedziało: „Nie, bo oszczędności wydawców mogą okazać się pozorne, a formy udostępniania książek w pliku trudno będzie skutecznie zabezpieczyć i kontrolować”. Odpowiedź „Tak, bo wydawcy będą ponosić niższe koszty, a biblioteki nie będą musiały inwestować w nowe magazyny” otrzymaliśmy od blisko 37 proc. osób. Nie miało w tej sprawie zdania 3 proc.
Dlaczego obowiązkowy egzemplarz elektroniczny jest dla wydawców wielkim zagrożeniem?
Po pierwsze, dlatego że łatwo mogą oni utracić kontrolę nad treścią (vide złamany DRM Kindle). Oczywiście, można powiedzieć, że takie samo ryzyko wydawca ponosi podpisując umowę z komercyjnym dystrybutorem e-treści. Różnica jednak polega na tym, że taką umowę wydawca podpisuje dobrowolnie i udostępnia te swoje treści, które chce zaoferować w e-sprzedaży, w dodatku w cenie, która może mu pozwolić powetować sobie przynajmniej w części ryzyko złamanego DRM. W przypadku egzemplarza obowiązkowego wydawca nie udostępnia pliku dobrowolnie, nie może wybrać tytułów, nie ma nawet wpływu na format udostępnienia i na jakość zabezpieczenia.
Po drugie, udostępnienie bibliotekom e-treści jest ogromnym ryzykiem dla rodzącego się dopiero biznesu polegającego na płatnym udostępnianiu czy to abonamentów (ibuk) czy sprzedaży pojedynczych plików (Virtualo, Nexto, eClicto). Jeśli biblioteki te udostępnią swoim czytelnikom cyfrowe treści za darmo, wówczas próby oferowania płatnego dostępu do treści bibliotekom (ibuk) w ogóle straci biznesowy sens, a wirtualne czytelnie dla odbiorcy indywidualnego (Virtualo, również ibuk) będą poważnie zagrożone. Forsowanie obowiązkowego egzemplarza elektronicznego dla więcej niż jednej biblioteki i to wyłącznie dla potrzeb archiwum narodowego, moim zdaniem stanowić może czyn nieuczciwej konkurencji. Oczywiście, tu także oponenci odpowiedzą – przecież wiele książek można znaleźć w niezabezpieczonych, amatorsko skopiowanych plikach, udostępnianych nielegalnie czy to na wirtualnych dyskach (Chomikuj.pl) czy w sieciach peer-to-peer (np. BitTorreent). Tylko, że tam pliki udostępniane są NIELEGALNIE, a z nielegalnym można próbować się mierzyć. Doświadczenia wielu rynków pokazują, że o ile zupełnie nieskuteczne okazało się karanie za udostępnianie treści, to z dużym powodzeniem można wypromować taki styl cyfrowego życia, w którym korzystanie z legalnych treści jest elementem swego rodzaju snobizmu (sukces iTunes). Oczywiście najpierw trzeba zaoferować „cyfrowe legalne”, ale to temat na inny artykuł.
Po trzecie, propozycje elektronicznego egzemplarza obowiązkowego nie dają wydawcom żadnych gwarancji dotyczących odszkodowań w przypadku ewentualnej utraty korzyści, jeśli zabezpieczenia Biblioteki Narodowej zostaną złamane. To oznacza, że biblioteki praktycznie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za przechowywane/udostępniane pliki. Oczywiście łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której Biblioteka Narodowa i ewentualnie inne uprawnione do elektronicznego egzemplarza obowiązkowego uwikłają się w setki procesów z wydawcami, ale ewentualne korzyści dla wydawców są tu wielce problematyczne. Powinno się bezwzględnie wymagać od bibliotek podpisania umów z towarzystwami ubezpieczeniowymi, które natychmiast wypłacałyby wydawcom odszkodowania z tytułu każdego pojedynczego pliku, do którego zabezpieczenie DRM biblioteki zostało złamane. Tak jak ubezpiecza się mienie przed kradzieżą, tak samo ubezpieczona powinna być własność intelektualna.
Na razie zaś sytuacja wygląda tak, że w połowie grudnia 2009 roku w Bibliotece Narodowej odbyło się spotkanie zespołu roboczego wydawców i bibliotekarzy w sprawie ograniczenia liczby egzemplarzy obowiązkowych. W imieniu wydawców książek i prasy obecni byli przedstawiciele Polskiej Izby Książki i Izby Wydawców Prasy: Józef Skrzypiec, dyrektor wydawnictwa Bellona, Piotr Dobrołęcki, wiceprezes PIK, Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy oraz Marzena Wojciechowska, radca prawny Izby Wydawców Prasy. Strona bibliotekarzy potwierdziła stanowisko wyrażone na poprzednim spotkaniu 26 października ubiegłego roku, które sprowadza się do akceptacji zmniejszonej liczby drukowanych egzemplarzy obowiązkowych do pięciu i przeznaczonych dla: Biblioteki Narodowej (dwa), Biblioteki Jagiellońskiej (dwa) oraz biblioteki wojewódzkiej właściwej dla siedziby wydawcy (jeden egzemplarz – tzw. egzemplarz regionalny), jednakże od czasu, gdy zostanie wprowadzony egzemplarz elektroniczny dostępny przez wszystkie inne biblioteki obecnie uprawnione do otrzymywania drukowanego egzemplarza obowiązkowego. Wejście takiego rozwiązania w życie możliwe jest najwcześniej na początku 2011 roku.
Zdumiewa mnie krótkowzroczność Polskiej Izby Książki, która przecież była inicjatorem burzy wokół egzemplarza obowiązkowego. Prezes Piotr Marciszuk wylicza, jakie wydawcy ponoszą z tego tytułu koszty. Podczas Walnego Zgromadzenia PIK, 18 grudnia 2009, Piotr Marciszuk mówił: „Egzemplarz obowiązkowy kosztuje wydawców 11 mln zł rocznie, podczas gdy państwo – w dobie kryzysu – przeznaczyło na książki tylko 10 mln zł. Zwróciliśmy się do ministra kultury z wnioskiem o zmianę ustawy o egzemplarzu obowiązkowym. Wstępna propozycja rozwiązań to ograniczenie liczby papierowych egzemplarzy do trzech, a pozostałe uprawnione biblioteki miałyby otrzymać egzemplarz elektroniczny”. Może okazać się, że zwracając się do ministra kultury w sprawie ograniczenia liczby egzemplarzy obowiązkowych wbijamy sobie sami nóż w plecy, bo zamiast spodziewanych oszczędności, możemy stracić ekonomiczny fundament działalności wydawniczej, jakim jest kontrola nad redakcją treści. Moim zdaniem egzemplarz elektroniczny może dać rzeczywistą oszczędność jedynie wydawcom drogich w produkcji wydawnictw ilustrowanych, zwłaszcza, ze wciąż nie wiadomo jak je digitalizować. Pozostali stracą, i to dużo.
Jakim upoważnieniem od środowiska wydawców książek (bo przecież ewentualny egzemplarz obowiązkowy dotyczyć będzie nie tylko członków PIK) dysponowali jej przedstawiciele w rozmowach z ministrem kultury i bibliotekarzami, by wikłać się w tak kontrowersyjne negocjacje? Od lat dyskutujemy na temat ustawy o książce, a tu bocznymi drzwiami próbuje się przeforsować być może najważniejsze dla przyszłości branży rozwiązania, w dodatku – moim zdaniem – skrajnie dla nas niekorzystne. Zdumiewające też, że wszystko odbywa się bez jakiejkolwiek specyfikacji technicznej. Jakie zabezpieczenia? Jakie pliki? Na jakich serwerach przechowywane? Komu i na jakich zasadach udostępniane? Jak ubezpieczone? Najpierw należy oczekiwać odpowiedzi na te fundamentalne pytania, potem  ewentualnie przystąpić do negocjacji.
Mam rzecz jasna świadomość, że egzemplarz elektroniczny i tak w Bibliotece Narodowej będzie funkcjonował, bo takie są oczekiwania współczesnego odbiorcy. Zarówno biblioteki jak i wydawcy muszą wyjść tym oczekiwaniom naprzeciw. Ale zanim ten egzemplarz zostanie udostępniony, a tym bardziej przekazany przez wydawcę, dokładnie przeanalizujmy wszelkie zagrożenia, zagwarantujmy odszkodowania w przypadku działalności hakerów. Tak naprawdę nie jest to tylko kwestia najbliższej przyszłości zagrożonych wydawnictw, ale kultury słowa w ogóle – również pisarzy, również naukowców, również samych bibliotekarzy.
Apeluję, nie róbmy głupstw w imię oszczędności na wysyłanych egzemplarzach papierowych. Z ich kosztem naprawdę sobie poradzimy.

Komentarze czytelników
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imię / pseudo *
Tytuł *
Komentarz*
Adres e-mail
Web/GG/Skype
Kod
Wpisz kod
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
 
Profesjonalne bezpłatne statystyki www © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.