Kanał RSS
Strony partnerskie:
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Xenna Moja Miłość
Sponsorzy
Patroni medialni
Szukaj w serwisie:
O autorze Aktualności No future book E-book Varia Zamówienie Kontakt
Niedziela, 14 lutego, 2010
Co z prawami autorskimi? (2)
Łukasz Gołębiewski
Bez wątpienia prawo autorskie hamuje dziś rozwój szerokopasmowej kultury. Hamuje, bo twórcy i wydawcy się boją. Z tego lęku tracą nie tylko możliwość zarabiania pieniędzy, ale też niemal nie uczestniczą w dobrodziejstwach cyfrowego marketingu, który opiera się w znacznym stopniu na rekomendacjach (doskonale wykorzystują to m.in. Amazon i iTunes, ale przecież w równym stopniu BitTorrent i inne sieci wymiany plików).

Przyznam, że przemawia do mnie, co na temat wykorzystania sieci peer-to-peer mówił w maju 2008 roku w wywiadzie dla „Biblioteki Analiz” (nr 8/2008) Jarosław Lipszyc, jeden z ekspertów w dziedzinie kultury cyfrowej, prezes Fundacji Nowoczesna Polska: (Wydawcy książek) muszą wyciągnąć wnioski z tego, co się stało w branży muzycznej, która moim zdaniem przespała swoją szansę – likwidacja Napstera była gwoździem do trumny dla przemysłu muzycznego. W miejsce jednej scentralizowanej sieci wymiany plików, pojawiły się dziesiątki sieci, nad którymi dziś nie sposób zapanować.
A zatem, oprócz czytnika za złotówkę spełniony musi być jeszcze jeden warunek – swobodny dostęp konsumentów do kultury cyfrowej, brutalnie mówiąc, dostęp do plików. Tylko dostęp legalny, z poszanowaniem praw autorskich, zapewni kulturze finansowanie w przyszłości. Ograniczanie legalnego dostępu do plików nasilać będzie dystrybucję nielegalną, czyli wracamy do przykładu Napstera i branży muzycznej. Mam nadzieję, że branża książkowa swojej szansy nie prześpi.
Aby spełnione były wszystkie warunki sprawnego funkcjonowania zjawiska, które nazwałem szerokopasmową kulturą, potrzebne są zatem: czytnik za złotówkę, digitalizacja zasobów i ich legalne udostępnienie przez właścicieli praw oraz... dystrybutor działający na skalę masową (dostawca treści).
Przedstawmy to na przykładzie następującego schematu zależności.

Tym dystrybutorem może być dostawca Internetu (firmy takie określa się skrótem ISP – Internet Service Provider – może to być właściciel kabla, operator telefonii komórkowej czy stacjonarnej, w Polsce np. TP S.A., w Stanach Zjednoczonych – AOL, czyli America Online, w Wielkiej Brytanii – BT, czyli Bristish Telecom). Ponieważ typowy kabel staje się przeżytkiem, ponieważ coraz częściej korzystamy z technologii bezprzewodowego dostępu do Internetu, więc raczej przyszłość należy do operatorów telefonicznych oraz firm inwestujących w sieci radiowe, a nie do dostawcy kabla (zazwyczaj operatorzy telewizji kablowej lub telefonii stacjonarnej).
A to oznacza, że operator telefoniczny musi dysponować treścią, aby móc zaoferować nową usługę. Nie da mu tej treści bez zgody autora ani Google, ani Amazon, gdyż wymagać to będzie osobnych regulacji prawnych, osobnych umów licencyjnych na nowe pole eksploatacji. I tu jest właśnie szansa dla kultury, dla wydawców i autorów – nowe umowy z operatorami sieci. Amazon, czy ktokolwiek inny, nadal będzie sobie prowadził detaliczną sprzedaż pojedynczych pozycji, generując wprawdzie malejące obroty ale ze znacznie wyższą marżą, co pozwoli mu jeszcze długo z powodzeniem inwestować w rynek e-handlu. Poza tym to takie firmy jak Google i Amazon, iTunes czy Netflix (filmy) będą dostarczały znaczną część zabezpieczonych plików z kulturą operatorom komórkowym lub dysponentom kabla czy masztu transmisyjnego. Będą pełnić rolę pośrednika dlatego, że w porę zgromadziły i skatalogowały w jednym miejscu cyfrowe zasoby. Przecież takie Orange nie będzie podpisywało z każdą panią Kociubińską osobnej umowy, bo byłoby to zbyt kosztowne. Umowy będą z dystrybutorami kultury. Dystrybutorzy będą mieli umowy z wydawcami. Wydawcy z autorami i tłumaczami, z redaktorami i korektorami, z autorami projektów graficznych okładek i ilustracji, z operatorami DTP i redaktorami technicznymi. Czy tak bardzo różni się ten świat od dobrze nam znanego? Niby nie ma fizycznej formy książki, a jednak... Tak, drodzy państwo, nowy rynek wcale nie jest taki straszny, jakim go dziś sami malujemy.

Komentarze czytelników
Środa, 30 marca, 2011 QbuKBIKzzgK http://wpmkrupbuwtg.com/ ijzkwf(at)hljhde.com
qCqXZXWdwk
vSKMnp cofwcwrtmgad, [url=http://yyjmpsupccle.com/]yyjmpsupccle[/url], [link=http://mmaomttijlhe.com/]mmaomttijlhe[/link], http://alaumbrqyrrm.com/
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imię / pseudo *
Tytuł *
Komentarz*
Adres e-mail
Web/GG/Skype
Kod
Wpisz kod
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
 
Profesjonalne bezpłatne statystyki www © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.