Środa, 23 września, 2009
Czym jest e-książka? (1)
Łukasz Gołębiewski
Pożegnanie z papierową księgą wieczystą – czytam nagłówek artykułu na „żółtych” (prawniczych) stronach
„Rzeczpospolitej”. Od tego dnia sędziowie korzystać muszą z ksiąg elektronicznych. Nie „mogą” lecz „muszą”, co oznacza, że nie mają wyboru. Co oznacza, że dla papierowej księgi wieczystej nie ma już przyszłości.
No future book. Czy trudno sobie wyobrazić, że podobne nagłówki czytać będziemy o „pożegnaniu z papierową encyklopedią”, „pożegnaniu z papierowym słownikiem”, „pożegnanie z papierowym podręcznikiem”, wreszcie o „pożegnaniu z papierową powieścią”? Nie tak trudno.
Właściwie z papierową encyklopedią już się pożegnaliśmy. Kiedy w 1994 roku Britannica wprowadziła swoją wielką i pięknie prezentującą się na półce papierową encyklopedię na płycie CD, wydawało się, że jest to tylko ruch marketingowy. Korzystanie z encyklopedii elektronicznej było wówczas niefunkcjonalne (trzeba było zmieniać płyty w odtwarzaczu) i czasochłonne – nie mniej niż korzystanie z poszczególnych papierowych tomów. Także kolejne próby wprowadzania rozmaitych encyklopedii na płytach CD nie zdawały egzaminu. Był to, co najwyżej gadżet, ciekawostka, nic więcej. Oczywiście, były tam dodatkowe ilustracje, animacje, dźwięki, ale wciąż wersja elektroniczna nie miała zdecydowanej przewagi na papierową, gdyż nie była funkcjonalna. Sytuacja zmieniła się wraz z pojawieniem się encyklopedii internetowych, a przede wszystkim – wraz z pojawieniem się Wikipedii, encyklopedii bezpłatnej, ciągle aktualizowanej przez samych Internautów, a przede wszystkim niesłychanie bogatej w zasoby haseł i dostępnej za jednym kliknięciem. Kto dziś, w dobie Wikipedii jeszcze korzysta z encyklopedii papierowej? Oczywiście osoby starsze, które nie używają na co dzień komputera. Tylko osoby te nie są z punktu widzenia marketingu i ekonomii wydawcy istotnym „targetem”, bo przecież one zazwyczaj nie kupują nowej papierowej encyklopedii, lecz posługują się starym, pożółkłym wydaniem, od lat zajmującym poczesne miejsce w domowym księgozbiorze. Osoby starsze z oczywistych powodów – jakkolwiek brutalnie to zabrzmi – nie są przyszłością rynku, to nie na nich oparte będą strategie rozwoju, pomimo tego nawet, że jesteśmy starzejącym się społeczeństwem i być może Partia Emerytów i Rencistów ma nawet teoretyczne szanse poszerzenia swego znikomego elektoratu. Wszystkie ofensywne kampanie promocyjne, wszelkie nowe produkty i technologie, nakierowane są jednak na młodego odbiorcę. Nakierowane są na przyszłość. A w przyszłości dla papierowej encyklopedii miejsca już nie ma, bo szybki i bezpłatny dostęp on-line uczynił z nich jedynie elegancką „meblościankę”, element dekoracji gabinetu. Oczywiście, wciąż będą ludzie, którzy lubią mieć ładne grzbiety na półce i oni gotowi będą nawet zapłacić bardzo dużo za taki ładny produkt (lub za jego atrapę ), ale korzystać będziemy z encyklopedii, które nie mają formy materialnej – ani papierowej, ani nagranej na płycie CD.
Na tej samej zasadzie żegnamy się z papierowym słownikiem, żegnamy się z papierowymi zbiorami aktów prawnych, niedługo pożegnamy się z drukowanym podręcznikiem. Czy także z powieścią? Pewnie i na to przyjdzie czas.
W tym momencie zawsze słyszę szmer oburzenia. Jak to? Encyklopedia – rozumiem, słownik owszem, księga wieczysta – jak najbardziej, ale powieść?! Bezduszne, niemożliwe, ohydne! Tak, zgadzam się, że bezduszne i ohydne, niestety jednak możliwe. Ale jakże to?, słyszę dalej głosy oburzenia. Przecież książkę można czytać w wannie, można czytać do poduszki, można delektować się zapachem farby drukarskiej i szelestem stron. Wszystko to prawda. Sam czytam do poduszki i sam się delektuję. A jednak uważam, że śmierć książki papierowej już swą szkaradną kosą puka do mych drzwi.
Zanim odpowiem na najważniejsze z punktu widzenia tych rozważań pytanie – dlaczego książka papierowa musi przegrać walkę ekonomiczną z książką elektroniczną?, czy szerzej, dlaczego kultura materialna musi przegrać walkę ekonomiczną z kultura cyfrową?, chciałbym na chwilę zatrzymać się nad cechami e-książki, nad tym, co jej daje przewagę nad książką papierową w wymiarze użytkowym, a nie ekonomicznym. Przewagi te mają ogromne znaczenie dla dyskusji nad przyszłością kultury, a książki w szczególności. Opisałem je dość dokładnie w mojej publikacji „No Future Book”, dlatego w tym miejscu omówię tylko najważniejsze aspekty.