Czwartek, 29 października, 2009
Czym jest e-książka (3)
Łukasz Gołębiewski
Stary świat rozpada się, a raczej jest podmieniany w szybkim tempie. Wciąż jeszcze czytamy książki papierowe, ale zapisujemy już tekst w pliku a nie na kartce.
Archiwizujemy gigabajty (co ja mówię, terabajty czy wręcz jottabajty informacji, na samo YouTube dziennie trafia ok. 1,5 terabajta danych), transmitujemy dane na dowolną odległość jakby przestrzeń nie istniała. Kelvin Kelly obliczył, że dla zarchiwizowania wszystkich wytworów myśli ludzkiej (w tym m.in. 32 mln tytułów książkowych, 750 mln artykułów, 25 mln piosenek czy 100 mld stron internetowych) potrzeba by twardego dysku o pojemności 50 petabajtów. Na razie jednak obydwie kultury – analogowa i cyfrowa – z powodzeniem funkcjonują obok siebie. W bibliotece jeden dział zajmuje się gromadzeniem zbiorów w formie materialnej, a inny digitalizuje zasoby, w gazecie ktoś zajmuje się kolportażem do kiosków, kto inny aktualizuje wydanie internetowe, w następnym rozdziale pokażę jednak, że analogowa kultura nie ma perspektyw rozwoju, nie tylko dlatego, że jest mniej funkcjonalna, lecz przede wszystkim dlatego, że wkrótce stanie się zbyt droga byśmy mogli sobie pozwolić na luksus korzystania z niej na masową skalę.
Na marginesie:
Nie mam pojęcia, ile to jest, bo takie wartości są dla umysłu niewyobrażalne, wszystko co jest powyżej miliarda wydaje się być nieskończone; jottabajt to 1024 bajta.
Petabajt to biliard bajtów. W grudniu 2008 roku Google ogłosiło, że jest w stanie posortować petabajt danych w ciągu 6 godzin, używając do tego 4000 komputerów. Obliczenia Kevina Kelly’ego za artykułem „Scan This Book!”, który znaleźć można na blogu www.kk.org.