Niedziela, 8 listopada, 2009
Czytnik za złotówkę (1)
Łukasz Gołębiewski
O przyszłości książki nie sposób myśleć w kategoriach abstrakcji, czyli samego pliku. Plik ma wiele bardzo przyjaznych cech, ale zawsze będzie jedynie bytem niematerialnym, a wymienione korzyści nie dla każdego są tak oczywiste, wciąż pozostaje i pozostanie w przyszłości, wcale nie mała grupa osób, które chcą mieć książkę papierową. Nie mam co do tego wątpliwości. Sam do tej grupy należę!
Książka papierowa jako wytwór masowej kultury przegra jednak nie walkę o zaspokojenie potrzeb takiego czy innego czytania, ona przegra walkę ekonomiczną. Przegra ją bardzo szybko. Wtedy gdy czytniki do e-książek będą masowo używane. Koszt e-czytnika, czyli uniwersalnego urządzenia do przenoszenia, archiwizowania, pozyskiwania on-line, a przede wszystkim czytania e-książek (a także przeglądania filmów, odtwarzania muzyki, tworzenia własnych notatek, prowadzenia kalendarza oraz komunikacji bezprzewodowej) wydaje się być zagadnieniem zasadniczym z punktu widzenia biznesowego rozwoju cyfrowej kultury. To zagadnienie, którego znaczenia wcześniej nie dostrzegałem pisząc o „śmierci książki”. Dziś wydaje mi się, że wystarczy by czytnik – jak telefon komórkowy – kosztował symboliczną złotówkę, dolara czy euro – by książka papierowa, na zawsze odeszła do lamusa historii a w ślad za nią księgarnie i drukarnie offsetowe.
Oczywiście, to rodzi poważne społeczne, ekonomiczne i kulturowe implikacje.
W jednym z artykułów w dwutygodniku „Biblioteka Analiz” użyłem w kontekście przyszłości księgarstwa terminu „nagła śmierć” (z ang. sudden death), co w języku sportowym oznacza sytuację, w której o rozstrzygnięciu pozostałego czasu gry decydować ma jeden zdobyty punkt. Publiczność czeka w napięciu na tego ostatniego gola, wiedząc, że koniec meczu jest już kwestią niedługiego czasu. Użyłem tego terminu nie w odniesieniu do relacji z widowiska sportowego, lecz rozważając o przyszłości księgarń, gdyż uważam, że branża ta czeka właśnie na ostatniego gola.
W swoim eseju „Śmierć książki | No Future Book” pisałem o zmierzchu księgarń, nie wyznaczając jednak żadnego terminu tej nagłej śmierci. Obecnie sądzę jednak, że zmierzch księgarstwa (i poligrafii offsetowej) nie jest kwestią bliżej nieodgadnionej przyszłości. Przeciwnie, właśnie zaczęły się ostatnie minuty dogrywki. Gol musi paść, przedstawienie musi się skończyć, a przegrani pójdą ze spuszczonymi głowami do domu.
O takim końcu zadecydują najprostsze argumenty – finansowe. Nowe technologie komunikacyjne odsyłają publikacje papierowe do lamusa (Don Tapscott, Anthony D. Williams „Wikinomia”).
Dzisiaj Kindle oraz jego mniej znani lecz bardziej zaawansowani technologicznie konkurenci jak Sony Reader i Iliad (czy też jego następca Iliad2) – urządzenia korzystające z technologii e-papieru umożliwiającej wygodne czytanie na ekranie – są jeszcze drogie, słabo dostępne, są traktowane jak gadżet dla snobów. Przypomnę jednak, że tak samo piętnaście lat temu traktowany był telefon komórkowy. Dziś telefon mieści się w kieszeni dżinsów, ma wbudowany aparat fotograficzny, odtwarzacz muzyki, często filmów, ma łącze z Internetem plus masę innych funkcji... i kosztuje złotówkę. I każdy ma co najmniej jeden. Wydaje mi się dość oczywiste, że w bardzo niedługiej przyszłości czytnik e-książek też będzie za złotówkę. Przestanie być drogim gadżetem dla rozpieszczonych bachorów i zblazowanych biznesmenów, stanie się czymś, co każdy z nas ma stale przy sobie.