Kanał RSS
Strony partnerskie:
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Xenna Moja Miłość
Sponsorzy
Patroni medialni
Szukaj w serwisie:
O autorze Aktualności No future book E-book Varia Zamówienie Kontakt
Wtorek, 15 września, 2009
Dlaczego śmierć sieci peer-to-peer?
Łukasz Gołębiewski
Niematerialna postać kultury w naturalny sposób skłania ludzi do dzielenia się nią. Skoro plik łatwo można powielić i transmitować, skoro można to zrobić za darmo, to dlaczego krewny, sąsiad, znajomy z pracy czy ktokolwiek ma za to płacić? Wystarczy, że sam zapłaciłem. Teraz mam prawo przekazać plik dalej – ten sposób myślenia klienta wydaje się być naturalny, choć dla kultury zabójczy. Tak powstały sieci wymiany plików, w których „znajomym” jest każdy użytkownik danej społeczności wirtualnej (np. użytkownicy sieci eMule czy BitTorrent). Zamiast płacić za pobierane z Internetu piosenki, książki, filmy, ludzie udostępniają je sobie wzajemnie za darmo. 

Walka z wymianą plików okazała się być zupełnie nieskuteczna. Zjawisko wymiany stało się tak powszechne, że liczba ludzi uczestniczących w tym procederze sięgnęła ponad 100 milionów na całym świecie, a prawo okazało się być bezradne. Owszem, można było próbować pokazowo karać pojedynczych użytkowników, można było uzyskiwać nakazy zamykania serwerów z większą ilością plików, można było nawet zasądzać gigantyczne rekompensaty od właścicieli takich sieci jak np. Audiogalaxy, Kazaa czy eDonkey. Rezultaty tych działań były jednak z punktu widzenia organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi – żałosne. Wprawdzie kolejne serwery zamykano, lecz w ich miejsce zaraz powstawały nowe, a  liczba plików objętych wymianą i użytkowników sieci peer-to-peer stale wzrastała. Mało tego, nowoczesne sieci, jak choćby BitTorrent, są dużo bardziej wydajne od swoich poprzedniczek. Nowe protokoły transmisji, umożliwiające łączenie się kilkuset prywatnych komputerów, pozwalają na względnie szybki przepływ dużych plików – np. takich jak film długometrażowy.
Skoro nie udało się zakazać wymiany plików, postanowiono utrudnić to stosując technologie zabezpieczeń DRM (digital rights management), ograniczające możliwość kopiowania lub zmniejszające funkcjonalność kopiowanych plików. Ten system także zawiódł. Po pierwsze, przeciwko zabezpieczeniom DRM zaangażowało się wielu amatorów-informatyków (ruch hakerski), po drugie, takiej formy ograniczania wolności korzystania z praw nie zaakceptowali sami konsumenci – buntując się przeciwko zabezpieczeniom i często rezygnując w ogóle z zakupu takich dóbr.
Klienci mieli oczywistą rację buntując się przeciwko systemom DRM, gdyż sama idea pliku zakłada możliwość kopiowania i powielania. Weźmy przykład płyty CD czy DVD z książką audio, na której nagrany jest głos lektora w formacie MP3. Sam wydawca dokonał kompresji do tego formatu ze względów ekonomicznych – pozwoliło to nagrać na jednej płycie ok. 30 godzin głosu lektora. Dzięki technologii MP3 książki audio mogły stanieć do 1/3 poprzedniej ceny. Jest to bardzo dobry przykład tego, jak można obniżyć ceny dzięki technologii cyfrowej. Książki audio nadal sprzedawane są jednak w formie materialnej (płyty) oraz wyłącznie w formie plików na takich platformach jak np. Nexto.pl, Wirtualo.pl czy wyspecjalizowane w książce mówionej – Audioteka.pl. Książki audio udostępnione w formie plików zwykle kosztują ok. 1/2 ceny wydań MP3 na płycie, czyli w stosunku do dawnej technologii audio CD cena spadła o 5/6. Format MP3 dziś najczęściej odsłuchiwany jest na elektronicznych urządzeniach zwanych odtwarzaczami MP3. Samego iPoda firma Apple sprzedała na świecie ponad 100 mln sztuk, a rozmaitych podróbek czy imitacji iPoda sprzedano co najmniej sto razy tyle. To pokazuje skalę zjawiska. Na iPoda czy inny odtwarzacz trzeba „załadować” pliki MP3. A to oznacza, że aby korzystać z technologii, trzeba najpierw skopiować pliki. W przypadku iPoda właścicielom praw do utworów częściowo udało się rozwiązać problem – oferując użytkownikom urządzenia płatną platformę internetową iTunes. Korzystanie z iTunes nie wyklucza jednak możliwości „ładowania” własnych plików, choć nieraz nie jest to łatwe i wymaga „obchodzenia” zabezpieczeń, poza tym zawsze można skorzystać z kosztującego kilkadziesiąt złotych prostszego odtwarzacza MP3, który nie został skonfigurowany do współpracy z płatnym serwisem iTunes . Konsument ma swobodę tego, czego chce słuchać (na iPodzie można też oglądać filmy, a nawet – choć to niefunkcjonalne – czytać tekst). W iPodzie o wartości 300 dolarów można zapisać muzykę wartą nawet trzy tysiące – zauważają autorzy „Wikinomii”.
Jak można zatem ludziom ograniczyć prawo do kopiowania plików, skoro sama technologia zakłada taką formę korzystania z treści? Przecież płyta DVD z nagranymi na niej plikami MP3 z treścią książki audio jest praktycznie bezużyteczna jako przedmiot. Mało kto używa dziś przenośnych lub samochodowych urządzeń do odtwarzania płyt z plikami MP3. Takie urządzenia jak discman praktycznie wyszły z użycia (wyparte przez znacznie mniejsze, lżejsze i bardziej funkcjonalne odtwarzacze MP3), a większość odtwarzaczy samochodowych nie „czyta” plików MP3. A zatem wydawca, który sprzedaje produkt pod nazwą „książka audio w formacie MP3” musi od razu zakładać, że pliki z nośnika CD czy DVD zostaną skopiowane na nośnik typu iPod. Zakazywanie prawa do kopiowania byłoby w tym przypadku z oczywistych względów absurdalne. Podobnie jak absurdalne są wszelkie próby ograniczania funkcjonalności e-książek np. poprzez wprowadzenie limitu stron, które można wydrukować. Ograniczając prawa konsumenta, zniechęcamy go nie tylko do produktu, ale także do własnej marki. Z handlowego i marketingowego punktu widzenia to błędy niewybaczalne.
Skoro nie można zabraniać i nie można ograniczać, to co? Zgoda na funkcjonowanie sieci peer-to-peer, które na niespotykaną nigdy w dziejach kultury skalę naruszają materialne dobra autorów i wydawców jest trudna do zaakceptowania. Trzeba zatem stworzyć takie ekonomiczne podstawy funkcjonowania kultury w Internecie, które uczynią istnienie sieci peer-to-peer nieopłacalnymi. Nie wyeliminują ich być może całkowicie, ale znacząco ograniczą ich funkcjonalność. Te ekonomiczne podstawy są w naszym zasięgu. Alternatywą są moim zdaniem opłaty abonamentowe i szerokopasmowa kultura, zagadnienia, o których mówić będę w dalszych rozdziałach tej książki.

Komentarze czytelników
Wtorek, 15 września, 2009 Łukasz Gołebiewski
przypis do DRM
Ciekawie zjawisko DRM scharakteryzował w swojej książce „Cyfrowa rewolucja” Piotr Gawrysiak: „Już choćby nałożenie na plik restrykcji ograniczających kopiowanie (DRM), powoduje, iż dla odbiorcy przestaje to być informacja cyfrowa. Znikają bowiem wszystkie zalety związane z jej separacją od fizycznego medium, skoro pozostaje ona przywiązana do np. pojedynczego egzemplarza urządzenia, na którym może być odtworzona. Czytnik książek elektronicznych wyposażony w mechanizmy DRM nie jest zatem niczym innym jak nową formą papieru, w pewnym sensie zniewalającą zawarte w sobie treści w podobny sposób jak papier „zniewala” tekst książki, a przy tym niedającą wiele w zamian”. Z kolei o wątpliwościach natury prawnej związanej z DRM i szerzej – w kontekście swobód obywatelskich – szeroko pisze Lawrence Lessig w swojej „Wolnej kulturze”.
Środa, 30 marca, 2011 CSmmawYNqoqoephzcZ http://roxlygfmxcoq.com/ krdckk(at)tqatny.com
XzpFOwNUWgXjADjfzV
IJkSyx aayqaxchvemy, [url=http://ccvzwvovsstv.com/]ccvzwvovsstv[/url], [link=http://uovcwnuoeacc.com/]uovcwnuoeacc[/link], http://rwqfzrpxknen.com/
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imię / pseudo *
Tytuł *
Komentarz*
Adres e-mail
Web/GG/Skype
Kod
Wpisz kod
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
 
Profesjonalne bezpłatne statystyki www © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.