Czwartek, 23 grudnia, 2010
Kultura w długim ogonie (2)
Łukasz Gołębiewski
Wyszukiwarki, jak
Google, strony katalogujące, sortujące i rekomendujące
Chris Anderson nazwał w swojej książce „scalaczami”.
Zdolność „scalaczy” do powiększania asortymentu oznacza ciągłe wydłużanie ogona – zauważa publicysta
„Wired” i dalej zwraca uwagę na coraz niższe koszty – z punktu widzenia konsumenta – poszukiwania interesujących go towarów, a także – dzięki rozmaitym systemom inteligentnych filtrów w Sieci – rozpoznawania stopnia ich przydatności z punktu widzenia indywidualnych gustów i potrzeb.
W rezultacie – dzięki wyszukiwarkom i filtrom – wzrasta (wg analiz
Andersona – w zależności od asortymentu wzrost wynosi od ok. 200 do ok. 300 proc.) zainteresowanie ofertą niszową. Internet – z punktu widzenia twórcy – jest medium niezwykle demokratycznym. Może on zaoferować odbiorcom nie tylko wypromowane przez koncerny medialne hity, ale praktycznie rzecz biorąc wszystko, co tylko zostało skierowane do publicznej dystrybucji. Daje to konsumentom kultury dostęp do dzieł do niedawna znanych wyłącznie w wąskich kręgach koneserów lub przyjaciół twórcy, w dodatku dostęp niemalże równie łatwy, co oferta przynależna do niewielkiego kręgu kultury masowej.
Anderson konstatuje:
Rynek internetowy jest w znacznie mniejszym stopniu zdominowany przez największe przeboje, sprzedaż on-line znajduje się poza ich wpływem. Przedstawiam dane dla przemysłu muzycznego: w sprzedaży konwencjonalnej tysiąc najpopularniejszych płyt generuje niemal osiemdziesiąt procent wartości rynku (przy czym w standardowym dużym sklepie muzycznym, prowadzącym ledwie ułamek ukazujących się albumów, pierwsze sto płyt tworzy ponad dziewięćdziesiąt procent przychodu). Z kolei w obrocie internetowym ten sam pierwszy tysiąc płyt daje niecałą trzecią część wartości sprzedaży, a połowę rynku on-line tworzą albumy sklasyfikowane w rankingach popularności poza miejscem 5000.
Oczywiście, wciąż do rozwiązania pozostaje wiele problemów, jak choćby pozycjonowanie niszowych produktów i możliwość ich łatwego wyszukiwania w zalewie internetowej informacji i cyfrowej oferty.
Model długiego ogona zakłada istnienie wytrawnych konsumentów, którzy będą aktywnie poszukiwać interesujących treści i poczują się dumni, że mogą polecić je innym – słusznie zauważa prof.
Henry Jenkins.
Oczywiście nie każdy z nas potrafi szukać i nie każdy chce, wielu woli informacje i towary niejako „podane na tacy” (stąd m.in. sukces telewizji, a w handlu np. katalogów wysyłkowych). Wraz jednak z rozwojem Internetu wzrastają nie tylko kompetencje jego użytkowników, lecz rozwija się też sama Sieć – staje się coraz bardziej inteligentna. Większość aplikacji
Google uczy się automatycznie dzięki społeczności użytkowników, którzy nie tylko wprowadzają zapytania, lecz także korygują poprawność odpowiedzi (a w niektórych przypadkach – jak np. translatory
Google – wręcz tworzą niemal od zera nowe produkty). O tym jak mają sobie radzić konsumenci w Sieci mowa będzie w następnym rozdziale poświeconym systemom rekomendacji, które użytkownikom Internetu znakomicie ułatwiają poruszanie się w gąszczu towarów i usług, a które w wielu przypadkach zastępują dziś nie tylko rzeczywistego sprzedawcę, ale także pełnią rolę krytyka i przewodnika.