Niedziela, 14 grudnia, 2008
E-Biblioteki (3)
Łukasz Gołębiewski
W przypadku bezpłatnego udostępniania zbiorów na przeszkodzie stoją prawa autorskie, które obecnie w większości krajów obejmują okres 70 lat od śmierci twórcy (będzie na ten temat mowa w rozdziale dziesiątym). Zwróćmy jednak uwagę, że dzieła nieobjęte prawami autorskimi to ogromna spuścizna, zarówno literacka, jak i naukowa, która wciąż czeka na udostępnienie w formie e-książek.
Choć jednak digitalizację zbiorów bibliotecznych rozpoczęto już ponad 35 lat temu, to na szeroką skalę projekt ten zakrojony jest dopiero od początku XXI wieku. Przyspieszeniu tych prac może służyć wielka inicjatywa
Google o nazwie
Library Project, będąca częścią
Google Book Search. Polega ona na udostępnieniu światu zasobów bibliotek (a także księgarń – z możliwością dokonania zakupu przez Internet). Treści książek (o ile na ich udostępnienie zgadza się właściciel praw lub należą do domeny publicznej) udostępniane są on-line w formacie OCR (Optical Character Recognition), który pozwala wyszukiwać dowolne ustępy w tekście (na razie bez możliwości kopiowania). Wiele ze zgromadzonych książek już można pobrać na własny twardy dysk w formacie
PDF (pliki zabezpieczone są przed kopiowaniem fragmentów tekstu). Jak na razie jest to projekt niekomercyjny, do współpracy z
Google przystąpiło dotąd około 10 tysięcy wydawnictw z całego świata (w tym z Polski, działa też polska wersja
Google Book Search) i 27 bibliotek (głównie amerykańskich, zaledwie sześć z Europy).
Digitalizacja zbiorów bibliotecznych służy przede wszystkim ochronie światowego dziedzictwa, stąd nacisk kładziony jest w pierwszym rzędzie na starodruki i książki rzadkie oraz zbiory ulegające procesowi niszczenia (np. drukowana na mniej trwałym, często tzw. kwaśnym, papierze prasa). Projekt
Google objąć ma jednak „Wszechświat”, jakby to ujął
Borges – ma być uniwersalnym „katalogiem katalogów”.
Bibliotekarze być może jako pierwsi w świecie książki zrozumieli znaczenie digitalizacji archiwów, bez świadomości jednakże, że kręcą sami na siebie bicz. Internet daje bowiem ludziom możliwość łatwego korzystania z zasobów bibliotecznych, ale stawia też pod znakiem zapytania ich dalszy byt. Bo, pomijając książnice narodowe gromadzące wszystkie zbiory piśmiennicze i część zbiorów audiowizualnych, jaki będzie sens istnienia bibliotek publicznych, uniwersyteckich czy szkolnych w sytuacji, gdy każdy tytuł będzie dostępny on-line? „Im więcej informacji można zdobyć w Sieci, tym mniej jest argumentów za dalszym utrzymywaniem bibliotek. Całkowicie sieciowa biblioteka nie będzie potrzebowała ani książek, ani bibliotekarzy” – pisze
Clifford Stoll, autor książki „
Krzemowe remedium”, poświęconej kulturze Internetu.
Likwidacja bibliotek pozwoli, rzecz jasna, zaoszczędzić masę publicznych środków, ale społecznym kosztem będzie, po pierwsze – wyginięcie zawodu bibliotekarza (tylko w Polsce jest to grupa około 18 tysięcy osób), po drugie – zniknięcie lokalnych placówek bibliotecznych, które są nie tylko książnicami, ale także ośrodkami kultury, gdzie odbywają się spotkania autorskie, odczyty, przedstawienia teatrzyków amatorskich, konkursy dla dzieci itp. Oznacza to likwidację (razem z punktami bibliotecznymi) ponad 8 tysięcy placówek, z których korzysta około 7,5 miliona Polaków! Wydaje się to jednak nieuniknione, gdyż składowanie papierowych woluminów jest zbyt kosztowne, a dla czytelnika, który będzie mógł pobrać dowolną pozycję z Sieci (nawet jeśli za nowości trzeba będzie uiszczać opłatę) wizyta w bibliotece będzie zbędną fatygą. Publiczne środki będzie można skierować na promocję czytelnictwa i dalszą digitalizację zbiorów oraz – ewentualnie – na wykup licencji w przypadku udostępniania książek, do których prawa autorskie wciąż podlegają ochronie. Opłaty dla użytkowników e-bibliotek będą o tyleż uzasadnione, że zmieni się funkcja samej biblioteki. Nie będzie już ona wypożyczać, lecz udostępniać na własność (choć mogą to także być czasowe licencje). Nie nastąpi to od razu, gdyż starsze pokolenie nie jest nawykłe do korzystania z księgozbiorów udostępnianych on-line, ale nowy człowiek cyfr ma już zupełnie inne kompetencje i inne potrzeby. Nastają nowe czasy, o których bibliotekarze mają prawo myśleć z przerażeniem. Nadciąga zmierzch tradycyjnych bibliotek.