Wtorek, 25 sierpnia, 2009
GEN-ISBN (zakończenie)
Łukasz Gołębiewski
GEN-ISBN to określenie, jakie nadałem nowemu pokoleniu czytelników. Sam znak (zastrzeżony patentem) jest kompilacją dwóch skrótów, które zlepione mają stanowić ideę społeczności czytającej. „GEN” to skrót od słowa generacja, choć może tu być także traktowane jako po prostu gen, czyli podstawowa jednostka dziedziczności.
Wprawdzie umiejętność czytania i rozumienia treści nie jest dziedziczona, lecz wyuczona w trakcie procesu edukacji, w kontekście kulturowym stanowi jednak nasze „dziedzictwo”. ISBN to skrót od International Standard Book Number, jest to numer statystyczny nadawany każdej książce, dzięki czemu bibliotekarze potrafią ją odnaleźć i odpowiednio sklasyfikować (w Polsce numeracja rozpoczyna się od liczby 83, poprzedzonej od 2007 roku prefiksem 978). Numer ISBN z jednej strony symbolizuje książkę, jako pewne dobro materialne oznaczone swoim numerem katalogowym (a także kodem kreskowym EAN-13, który umożliwia wprowadzenie jej do księgarskiego obrotu), z drugiej – to symbol szukania i katalogowania, a więc tego, czym jest Internet. GEN-ISBN, to pokolenie czytających, dziedzictwo kultury czytania, ale też pokolenie szukających treści w katalogach. To nowi konsumenci słowa, już niekoniecznie drukowanego. Konsumenci, którzy są nadzieją dla przyszłości książki.
Być może nie wszystkie przedstawione w poprzednich rozdziałach przewidywania się sprawdzą. Konserwatyści zwykli mówić, że skoro telewizja nie wyeliminowała kina, to także Internet nie wyeliminuje książki. To bezsprzecznie racja, pamiętajmy jednak, że kino i telewizja to nie to samo, podobnie jak czym innym jest książka, a czym innym sam Internet. Warto też pamiętać, że fotografia wywoływana na kliszy zastąpiła dagerotyp, a zdjęcia cyfrowe przechowywane na kartach pamięci zastąpiły kliszę. Tak samo radio internetowe zastąpi radio analogowe, telewizja interaktywna telewizję kablową, a e-książka książkę drukowaną. Tak przynajmniej myślę – choć mogę się mylić. Niemniej, część z opisanych tu technologii już z powodzeniem konkuruje z materialnym światem dóbr kulturalnych. Nie wymyślałem w tej książce fantastycznych technologii przyszłości, a jedynie opisałem te, które są nam znane, a których konsekwencje dla kultury są stosunkowo łatwe do przewidzenia.
Nie wiemy jeszcze, jakie będą przyszłe potrzeby e-klienta. Być może porzuci on książki na rzecz wirtualnych gier, blogów i dyskusji na forach społecznościowych. Być może nie będzie potrafił skupić się na linearnym przekazie powieści, wybierając hipertekstową strukturę Internetu. Nie jest to niemożliwe. Chcę jednak wierzyć, że kultura czytania przetrwa, że określenie GEN-ISBN nie będzie tylko ładnym zbitkiem dwóch anachronicznych skrótów, gdyż nie będziemy mieli ani dziedzictwa, ani książek.
Dla wielu czytelników – księgarzy, bibliotekarzy, drukarzy – to opowieść o końcu, o braku przyszłości. „No Future Book” to hasło niosące ze sobą pewien ładunek beznadziei i rezygnacji. Ale jeżeli pokolenie czytających przetrwa, to i dotychczasowi krzewiciele kultury znajdą swoje miejsce w nowym świecie (widać to zresztą na przykładzie pochłoniętych digitalizacją bibliotekarzy – jest przy tym pracy na wiele, wiele lat). Tak długo, jak GEN-ISBN przekazywać będziemy z pokolenia na pokolenie, tak długo potrzebni będą ludzie, dla których książka i literatura mają wartość większą niż tylko kod binarny. Chciałbym, aby potraktowane to zostało jako optymistyczne przesłanie. Przekazujmy GEN-ISBN dalej.